Zakochany w nożyczkach

Rozmowa z Andrzejem Matrackim, mistrzem świata we fryzjerstwie artystycznym.
Godzina dwudziesta. Normalni ludzie odpoczywają po ciężkim dniu pracy. Ale nie On. Nie człowiek, który zdobył najważniejszy tytuł - tytuł mistrza świata - Andrzej Matracki.
- Moje pierwsze doświadczenie z fryzjerstwem zaczęło się…
- To siódma klasa szkoły podstawowej, wakacje u babci na wsi (zresztą jak co roku). Tam już byłem wyposażony w nożyczki i grzebień i tam się zaczęło strzyżenie na ostro, czyli: pół wsi było obcięte. Tak to wyglądało. To było pierwsze zetknięcie z fryzjerstwem, którego byłem wykonawcą.
- Największa fryzjerska porażka…
- Chyba nie zarejestrowałem takiego wydarzenia, które można byłoby nazwać prawdziwą porażką fryzjera.
- Fryzura królująca na głowach w tym sezonie…
- Przede wszystkim mamy kilka długości fryzur: krótkie, półdługie, średnie, asymetrię, bardzo długie włosy, z grzywkami, pocieniowane i proste. Także naprawdę trudno określić coś co miałoby królować w tym sezonie na głowie.
Wiemy, ze w tamtym sezonie królowała Victoria Beckham i jej fryzura na tzw. „boba”. Gdy ja zaczynałem, swoją drogę fryzjerską, 18 lat temu, to taka fryzura również była „na topie”. Jednak w tej chwili została ona zmieniona. Włosy są bardziej pocieniowane i ten „bob” nie wygląda tak, jak jego klasyczny pierwowzór (który jest tak ładnie, prosto przycięty).
- A jeśli chodzi o kolory?
- Kolory powinny przede wszystkim być tak zrobione, żeby włosy wyglądały na zdrowe. To jest podstawa.
- Czyli?
- Chodzi o to, że nieważne jaki jest kolor, bo tak naprawdę dobierany jest on indywidualnie do osoby. Każdy ma inną cerę, oprawę i kolor oczu, kształt twarzy oraz naturalny kolor włosów. Biorąc te elementy pod uwagę – dobiera się kolor. Najważniejszym elementem przy zmianie koloru, albo przy robieniu innych chemicznych zabiegów na głowie, jest to, by włos miał połysk, nawet jeszcze większy niż przed farbowaniem. Włos musi być elastyczny, ładnie wyglądać i mienić się w słońcu, które, mam nadzieję, przyniesie ten sezon .
Może wymijająco odpowiedziałem na to pytanie, ale mamy bardzo szeroką gamę kolorów (ok. 100) i to daje nam nieograniczone możliwości manewrowania nimi. Natomiast baza naturalnego koloru włosów daje nam ograniczone pole manewru, bo przecież przy ciemnych włosach ma się mniej możliwości, a przy blond jest ich więcej (bo zawsze można zostawić blond, zafarbować na czarno, albo dodać czerwień). Modny jest też hollywoodzki blond i zdrowy lok, czyli to co króluje na rozdaniu Oscarów. Widziały panie rozdanie Oscarów?
- Nie.
- Ja też nie.(śmiech). Poza tym bardzo jasny blond, wręcz przerysowany, który pasuje do młodych, fajnych, rozrywkowych kobiet (przy tym kolorze pasują ekstremalne fryzury – można uzyskać ciekawe cięcia). Dodatkowo czerwień połączona z granatem, ale to już bardziej ostry kolor, dla odważniejszych kobiet, no i czarny, który daje klasę.
W Polsce widzę, że preferowane są raczej ciepłe kolory z dodatkami zimnych blondów. Brązy, (jak czekolada gorzka, czy mleczna) i ta gama pomiędzy tymi barwami. Te są najbardziej neutralne, najlepiej pasują do Polek. No i oczywiście szeroka gama blondów dodawanych w mniejszych lub większym stopniu, czy to w formie balejażu, czy pasemek punktowych, np. przy twarzy.
- To znaczy, ze balejaż jest jeszcze modny?
- Tak, jak najbardziej modny! Nie wszyscy wiedzą jakie są możliwości balejażu. Jest kilka technik którymi można farbować włosy i to też nazywa się balejaż. Czasami balejaż wychodzi bardzo nienaturalnie, a czasami uzyskuje się takie muśnięcie słońca – tak jak po wyjeździe wakacyjnym, podczas którego włosy się rozjaśnią tak bardzo naturalnie. Także tutaj wszystko zależy od doboru i smaku danego fryzjera, który doradza, który obcuje z tym człowiekiem, który robi z nim wywiad: gdzie ten człowiek pracuje, jakie kolory ubrań nosi na co dzień. Dobry fryzjer widzi jaką klient ma twarz, jakie oczy, jaki styl preferuje, gdzie częściej przebywa: w pracy, w szkole, na uczelni, w domu.
- W Pana salonach można uzyskać takie porady?
- Myślę, że tak, bezproblemowo. Staramy się robić coś, co jest niestandardowe, bo w każdym salonie można się ostrzyc i zrobić kolor. Czasami też zdarzają się salony, gdzie można zrobić pielęgnację, która w tej chwili jest bardzo modna. Przecież tak jak skórę twarzy, którą smarujemy codziennie kremem, tak jak całe ciało nawilżamy po kąpieli balsamem, tak samo trzeba pielęgnować włosy. Niejednokrotnie o nich zapominamy. Umyjemy jakimś ziołowym szamponem, na to jakaś odżywka i one tak sobie są. A potem: „O, przesuszyły się, niedobra farba była”. Nie. To jest po prostu nieumiejętne dbanie o włosy. A są one takim tworem o który trzeba stale dbać. Może trochę panie uświadomię.
- Pańska fryzura…
- Moja fryzura właśnie się zmieniła pół roku temu. Całe życie nosiłem krótkie włosy, bo uprawiam czynnie sport. Już od dziecka zostałem zarażony sportem. Śp. ojciec był trenerem judo, więc jak tylko stanąłem na nogi, od razu poszedłem na matę. Moja mama uszyła mi kimono i biegałem między tymi trenującymi ludźmi. I pewnie dlatego ta rywalizacja, ten sport, jest we mnie, mam to we krwi. Dlatego właśnie te krótkie fryzury. Ale ostatnio poprzez ciągłe wyjazdy, postanowiłem to zmienić, bo jeszcze jak mam włosy to je zapuszczę. Teraz będę wyglądał jak stylista (taki żart oczywiścieJ)
- Taka artystyczna dusza…
- Dokładnie. Chcę wyglądać jak fryzjer, bo on ma taką możliwość zawieszenie sobie na jednym uchu popielniczki, na drugiej butelki i jak jest się stylistą, to nikt ci nic nie powie. Czy się zapuści brodę, czy ma się podartą koszulkę, to nikomu to nie przeszkadza, bo jest się stylistą. Byłem teraz w Niemczech i wicemistrz świata mnie ostrzygł. Przepraszam: formował moją fryzurę. To mój kolegą, z którym robię różne fajne przedsięwzięcia artystyczne.
- Czyli Pan jego strzyże, a On – Pana?
- Właśnie tak.
- A co gdyby się Panu nie spodobało?
- Nie, to niemożliwe. Zawsze mi się podoba.
- Nożyczki są dla Pana…
- …przedłużeniem ręki (śmiech). Żartuję. Nożyczki są dla mnie czymś wyjątkowym. Pięć lat temu stworzyłem nożyce. Zrobiły duże zamieszanie w środowisku fryzjerskim na całym świecie, kiedy pierwszy raz ostrzygłem nimi głowę na konkursie. Zaprojektowałem je przy pomocy mojego kolegi, który pracował w jednej z najlepszych fabryk stali na świecie, w Niemczech, w Solingen (mekka wszystkich nożyc). Pracował tam czternaście lat i był najbardziej kreatywnym pracownikiem. Ja jestem zakochany w nożyczkach. Mogę zamknąć oczy i tylko je tak otwierać i zamykać. Wiem, że są super.
- Ale tylko te stworzone przez Pana?
- Te moje też, ale doszedłem do takiej wprawy jeśli chodzi o znajomość nożyc, że ten człowiek, z którym je tworzyłem (teraz już w Polsce zajmuje się nożycami: masowo je ostrzy, regeneruje, dzięki specjalnym diamentowym ostrzom, laserom i mikroskopom) po idealnym naostrzeniu nożyc, przysyła je do mnie, żebym je sprawdził i przetestował, czy naprawdę są takie jak być powinny. I tutaj mogę się uważać za eksperta w tej dziedzinie.
- Największa gwiazda którą Pan czesał?
- Tak naprawdę każdy klient jest dla mnie najważniejszą gwiazdą! Wszystkie osoby, które siadają u mnie na fotelu są traktowane jak gwiazdy. Nie wyobrażam sobie, żeby traktować kogoś lepiej tylko dlatego, że jest aktorem czy piosenkarzem. Każda z takich gwiazd to też zwyczajni ludzie – mój wieloletni przyjaciel Krzysztof Hołowczyc, Norbi, czy tancerze międzynarodowi. Wszystkich trzeba traktować jak gwiazdy.
- Czy olsztyniacy pod względem fryzur dorównują światowym trendom?
- Tak, Polska jest bardzo zadbanym krajem jeżeli chodzi o włosy. Biorę pod uwagę miasta. Przede wszystkim jest dużo odwagi i kreatywności w tych włosach, które widzi się na co dzień.
- Jak to jest być mistrzem? Czy po osiągnięciu mistrzostwa osiądzie Pan na laurach, czy raczej taki tytuł mobilizuje Pana do jakichś działań?
- Zawsze byłem energicznym człowiekiem. Jak osiągnąłem jakiś cel, nawet w dzieciństwie – kiedy przewróciłem kogoś na macie, czy wygrałem wyścig rowerowy, nigdy nie było to dla mnie satysfakcjonujące. Pierwsze mistrzostwo Polski, które zdobyłem w 1993 r. zmobilizowało mnie do dalszych startów. Te 15 lat uczestnictwa w różnych konkursach, to nieustanne doskonalenie się, pełna mobilizacja, adrenalina.
- No ale co dalej po zdobyciu Mistrzostwa Świata?
- Równolegle do moich startów w różnych konkursach, przygotowuje swoich uczniów. Jako ich trener niejednokrotnie sam się doskonaliłem, czerpałem od nich. Współpraca z ludźmi jest bardzo ciekawym elementem mojej pracy. Jednak nadal chciałbym startować w różnego rodzaju konkursach bo jestem młodym mistrzem, mam dopiero 34 lata. Owszem osiągnąłem wielkie wyróżnienie, ale myślę, że nie ma co rezygnować na początku kariery. Chciałbym także ten wszechobecny, lecz mało medialny zawód jakim jest fryzjerstwo, wprowadzić do mediów. Fryzjerstwo artystyczne to naprawdę wspaniałe widowisko, wielki interesujący pokaz. Zatem moje mistrzostwo chciałbym przełożyć na pozytywną energię dla młodych ludzi, pokazać im że młody chłopak, który nie miał nic, zaczynał od zera, osiągnął tak wiele. Osiągnął to przez upór, który miał w sobie. Chciałbym przypominać o tym młodym ludziom. Planujemy nawet takie małe tournee po szkołach w całej Polsce, by pokazać, że fryzjerstwo też może być fajne.
- Czy dużo studentów strzyże się u Pana?
- Sporo studentów przychodzi. Mam nawet takich studentów którzy pochodzą z Olsztyna, ale porozjeżdżali się po całej Polsce. A jednak zawsze gdy wracają na święta czy wakacje przychodzą do mnie.
- Ile trzeba czekać aby zapisać się do Pana na strzyżenie?
- Różnie z tym bywa. Teraz akurat na skutek mojej prawie dwumiesięcznej nieobecności w salonie czas oczekiwania się nieco wydłużył. Muszę znaleźć czas zarówno dla stałych klientów, jak i dla nowych. Takich którzy zobaczą materiał o mnie w telewizji, albo przeczytają „Gazetę Studencką” i przyjdą spróbować. Chciałbym umożliwić studentom przyjście do naszego salonu, chociaż nie ukrywam ze nie jest on najtańszy w Olsztynie. Chciałbym żeby polska młodzież dobrze wyglądała. Bo młodzi ludzie są kreatywni i świadomi. Często sami wycinają zdjęcia z gazety i przychodzą z nim do mnie. Tak naprawdę to oni obserwując świat, kreują modę. Chociaż nie zawsze przychodzą z fryzurą właściwą dla siebie to liczy się czas który poświęcili, żeby znaleźć taką fryzurę. Zawsze powtarzam - upiększyć kogoś pięknego to niezwykle trudne zadanie.
- A czego można Panu życzyć, w momencie gdy osiągnął już Pan tak wiele i jest u szczytu kariery zawodowej?
- Jestem dowartościowanym człowiekiem i nie wiem czego można mi życzyć... może wytrwałych ludzi wokół mnie, którzy będą dążyć do celu i realizować swoje zamierzenia i plany. Potrzebuję ambitnych ludzi, bo z takimi ludźmi dobrze się czuję, mobilizują mnie, pokazują, że trzeba być zdeterminowanym, trzeba być konsekwentnym w działaniu, po prostu trzeba być człowiekiem czynu. Każdy dzień ma przynosić coś nowego. Uważam, że największy skarb to tacy ludzie wokół mnie.
-Zatem życzymy jak najwięcej takich ludzi wokół Pana!
Dziękujemy za rozmowę.

Natalia Żurawska, Olga Karwowska.