Górko kortowska, blogoslaw! Do nieba ulatywal, aromatyczny niczym mirra, zapach spiewu, a ziemia cierpliwie przyjmowala ofiare z blyszczacych puszek i zgubionych portfeli. Plynelismy wsród innych wiernych, choc niekoniecznie wierzacych, a swiat tracil swoje ostre ksztalty. Kortowo pecznialo w wielkiej celebracji studenta i rozpusty. Juwenalia trwaly. Wszystko jednak musi miec swój poczatek, Kortowiada równiez. I ma- Rast, czyli swietej pamieci Eureke. Tam zaczynaja sie prawdziwe przezycia duchowe, a to wszystko dzieki kolejkom. Cudowna wlasciwoscia tych nadludzkich tworów jest ich nieskonczonosc. Dzieki nim mamy szanse odbycia niezwykle pouczajacej podrózy poprzez empiryczne twory maslanek, tamponów i kasz gryczanych, aby w koncu dobrnac do monopolowego. Tam doznajemy upragnionej nirwany i wszystko, a zwlaszcza zawartosc portfela, staje sie bloga nicoscia. Tak oto zabrzmialo preludium. Zaopatrzeni, zwarci i gotowi rozpoczynamy Kortowiade! Serce rozrywa nam duma, gdy zakladamy koszulki z wyznaniem milosci dla swojego wydzialu. Jestesmy niczym wielkie rodziny: humanistów, weterynarzy, geodetów...Nie wspominajac juz o tym, ze jesli ktos zaniemoze gdzies pod drzewkiem, to ilez latwiej jest odniesc go do wlasciwego akademika! Ad rem- zaczelo sie. W te dni jestesmy wyjatkowo piekni i spoleczni. Bez pytania poczestujemy potrzebujacego papierosem, poratujemy dwuzlotówka, oddalibysmy nawet wlasny indeks, czesto z doplata. Pory dnia i godziny znikaja w suchym (pierwszy raz od lat!) powietrzu. Dzien ustepuje miejsca nocy, której prawa zaczynaja obowiazywac juz od poludnia i trwaja cztery doby. Wszystko jest na wlasciwym miejscu. Jestesmy my, sa ludzie, bliscy, choc czesto nieznani, jest glówny sponsor imprezy. Wszystko idzie wlasciwym torem do transcendentnego finalu, eksplozji, do wyzyn... Do Górki Kortowskiej. W tym roku byla wybredna. Ogrodzona granatem koszulek ochroniarzy, nie kazdego przyjmowala na swoje lono. My szlismy, pewni swego, z solidnym poparciem studenckich legitymacji. Górka tetnila, smiala sie, chwiala, grozila. Niosla tysiace ludzi przez cztery dni. Juwenalia trwaly. Skonczyly sie chrypka zmeczonych studentów i obietnica powrotu za rok. Zdazymy zatesknic. Marta Gerbatowska
|
|