Turniej DS-ówRowery wodne, gniecenie puszek, przeciaganie liny i „bieg smierci”. Rywalizacji nie bylo konca, walka byla wyrównana, ale zwyciezyli najlepsi. Jest sobota, godzina 14.14. Sloneczny „poranek” w Kortowie. Studenci dojadaja zupki chinskie, a na plazy zbiera sie pokazna reprezentacja akademików. Pierwsza konkurencja – wyscigi na rowerach wodnych przebiegala dosc chaotycznie. Ale czego wymagac od zmeczonych studentów? Po trudnym i wyczerpujacym rowerowym boju DS-y przeniosly sie na stadion. Wszedzie transparenty i flagi, atmosfera równie bojowa jak meczu Stomilu, tylko piwa troszke wiecej. Nie wszystkie reprezentacje stawily sie do boju. DS 12 nie wystartowal w ogóle, ale czemu sie dziwic? Z centrum przeciez tak daleko. Pierwsza stadionowa konkurencja bylo przeciaganie liny. Po ciezkiej walce zwyciezcami zostali reprezentanci DS 8. Czas umilaly zmienne warunki pogodowe i fala meksykanska, która co jakis czas tworzyla sie na trybunach. Przeciaganie liny…przeciagalo sie niemilosiernie, co trafnie podsumowal jeden ze studentów WNT: - Druga godzine tu stoje, oni ciagna i ciagna, a ja nie wiem o co chodzi! Najwiecej emocji wzbudzil „bieg smierci”, a raczej bieg po darmowe piwko. Studenci musieli przebiec 1,5 okrazenia, zatrzymujac sie przy specjalnie wyznaczonych stoiskach z piwem. Zwyciezyl rzeski reprezentant DS 1, wyrózniajacy sie budowa lekkoatlety. Ostatnia konkurencja byl „bieg tuptusia”, czyli zgniatanie przez tupanie na czas. Organizatorzy wpadli na pomysl, aby puszki po piwie napelnic piaskiem i nie straszny byl juz silny wiatr. Sama rywalizacja wygladala niczym dziwny taniec, podobny troche do góralskiego. Podczas podliczania wyników trybuny zdazyly opustoszec i tylko najwierniejsi kibice mieli okazje gratulowac zwyciezcom. Bój zwyciezyl DS 11, czyli slynny Bratniak. Drugie miejsce przypadlo „3.”, a trzecie „13.”. Gratulacjom i toastom nie bylo konca. Swietowali do niedzieli. Natalia Olszewska
|
|